Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem
31.05 – 03.06.2018
CZAS DO STARTU:

ZZA KIEROWNICY: królewska Rycerzowa

Ze wszystkich etapów Trophy chyba na dzisiejszy czekałem najbardziej. Być może dlatego upodobałem sobie najbardziej trasę na Rycerzową, gdyż zawsze wycieczki rowerowe w Worek Raczański wspominało się najmilej i najdłużej. Tereny te po prostu wciąż są dość dzikie, w miarę dziewicze, niezbyt licznie uczęszczane przez turystów, obfitują w wiele doskonałych ścieżek, a do tego w najmniejszym stopniu dosięgła je rabunkowa gospodarka leśna.

Połowa wyścigu za nami, więc powoli kończy się kalkulacja, a w czole peletonu raczej już tylko osoby nieprzypadkowe, choć „ślepe naboje” na jeden podjazd też się zdarzają. Na szczęście szybko się wystrzeliwują. Dzisiejsza trasa dla mnie osobiście była dużo bardziej konkretna niż ta wczorajsza. Po prostu jeden, drugi, trzeci podjazd, Rycerzowa, Rachowiec, Koczy i po robocie. Od startu jak zwykle od dwóch dni od startu niemal gaz jak na kryterce, a do tego testy beskidzkich „pierwszaków” i głosy o „asfalt trophy”. „Zdziwicie się” – myślę sobie. W zasadzie asfaltowe epizody dzisiaj były na pierwszym klasycznym podjeździe do Ochodzitej oraz przez dolinę Rycerki. Od pierwszej ścianki tempo nadają Mützlitz i Thomas, więc grupka nieco się naciąga. Przewaga tej dwójki i jednego Rosjanina nad naszą około 8-12 osobową grupą przy karczmie wynosiła może 20s. Jednak płyty przetasowały stawkę, pierwsze łydki spuchły i zjazd ze szczytu góry rozpoczynam już około 5-6 pozycji, by niemal natychmiast dogonić liderów.

_18K4506
 
Kolejny podjazd pod Sołowy Wierch pokonujemy w liczącej około 8 osób grupie i w takiej zjeżdżamy do Zwardonia łąkami przepięknie eksponującymi pasmo, z którym mamy się zmierzyć. Dość stromy i mozolny podjazd szlakiem granicznym na Beskidek nieco rozciąga naszą stawkę. W tym czasie zjeżdżam się z Rafałem i sukcesywnie, najpierw wybitnie przyjemnym trawersem w lesie, później urozmaiconą stokówką uciągamy do jadącej przed nami grupy z Ryan’em Sherlockiem, dwójką Rosjan i dwójką Niemców. Mützlitz i Ben jadą jakieś 1-1,5 minuty przed nami. Na szybkim zjeździe do Rycerki już jesteśmy w komplecie, dzięki czemu w miarę solidarnie pracując, pokonujemy szybko asfalt przez dolinę.


Na bufecie zaczyna się najdłuższa wspinaczka dzisiejszego dnia. Dość stroma pierwsza sekcja rozciąga stawkę. Skaczą Niemiec i Rosjanin, drugi zostaje za nami. Bezpośrednio przede mną jedzie Rafał z Irlandczykiem i drugim Niemcem. Podjazd zlokalizowany w lesie mija dość przyjemnie z uwagi na sporą dawkę tak pożądanego dzisiaj cienia. Druga połowa jest znacznie mniej stroma, jednak końcówka przed Przegibkiem znów trzyma.
W końcu wjeżdżamy na ten wyczekiwany przeze mnie, niemal dogmatyczny, szlak czerwony na Rycerzową. Stroma ścianka z korzeni, ciągłe zakręty, sporadyczne krótkie zjazdy, ciągła akcja bez odrobiny nudy. Wizytówka tych terenów, na której dopiero wychodzi, kto na jakim poziomie opanował technikę, a nie jedynie jazdę na pałę w dół. Dla mnie poezja. Przed kulminacją podjazdu na szczyt Wielkiej Rycerzowej, praktycznie niejezdnej, odbijamy na przecinkę sprowadzającą nas na jedno z najpiękniejszych miejsc w Beskidach w ogóle – Halę Rycerzową. Nim jednak wyłonił się widok warty poniesienia wszelakich trudów wzrok przykuła ścianka prowadząca na szczyt Małej Rycerzowej. Można powiedzieć, że z niej to już w dół. I to jak w dół. Super techniczny odcinek, w stylu tych z pasma Śnieżnika, sprowadza nas na Młada Horę. W składzie irlandzko-polsko x 2 – niemieckim w niewielkich odstępach gnamy w dół. Szkoda, że końcówka zjazdu do Soli to niestrawne dla mnie nieomal koryto rzeki. Takie gruzowiska kamieni to loteria. Tak samo uważa pewnie Ryan, bo ostrożnie pokonuje ten odcinek nie patrząc, że Niemiec i Rafał znikają szaleńczo w siną dal.

_18K4707

W Soli dojeżdżam dwóch zagranicznych i razem pokonujemy małą acz treściwą (pewnie jakieś 25%) ściankę z płyt i już za moment przyjdzie nam zmierzyć się z ostatnim trudnym podjazdem – Rachowcem. Tymczasem w odstępie 40-50 sekund widzimy Rafał jadącego tuż przed Mützlitzem. No ładnie – myślę. Tym bardziej, że Irlandczyk ciężko dyszy pod stromy Rachowiec. Drugi z Niemców odpadł od nas chwilę wcześniej. Naprawdę kawał bestii ta wspinaczka. I to na jej końcówce Irlandczyk postanowił mocniej depnąć. Przewagę co prawda udało się zlikwidować na wąskim, ciągnącym się w nieskończoność, obłędnie płynnym trawersie Rachowca. Jednak na asfaltowym odcinku tuż przed drogą ekspresową Irlandczyk odjeżdża ostatecznie, by pognać za drugim w M3 Niemcem, mijając przy okazji słabnącego Rafała. Tak kończyło się zawsze, gdy teren pozwalał mu stanąć w korby.

EZ3A6868

Ostatnie 3,5 km pokonuję sukcesywnie zmniejszając odstęp do rodaka. Zachowawczo zjeżdżam ostatni kamienisty dukt w Dolinie Rupienka i z utęsknieniem patrzę w stronę Koczego Zamku. Ostatecznie na kresce Rafał pada 12 sekund przede mną. Choć do drugiego pudła w kategorii niewiele zabrakło to mnie cieszy wykonanie innych założeń po wczorajszym defektowym dniu. Upał na dzisiejszym etapie dał się ostro we znaki, ale raczej nikt nie narzekał. Dla mnie etapy w Worku Raczańskim to prawdziwa wizytówka MTB  Trophy. Jednak ten drugi w kolejce wciąż przed nami – jutro Klimczok i Skrzyczne powiedzą swoje.

Jarek Hałas